Wkrótce kolejne serwisy
składowe Portalu

06-10-2017
Z Jackiem Słowakiem przez świat

Zagubione bagaże

Od samego początku ekipa wyprawy dookoła świata miała wiele obaw w związku z Birmą.

– Wiedzieliśmy, że jeszcze do niedawna władza sprawowana była tam przez juntę wojskową, która co prawda w 2001 r. została oficjalnie rozwiązana, lecz nie wiązały się z tym faktem istotne zmiany w sferze personalnej – w dwuizbowym parlamencie generałowie i ich zwolennicy zajęli ok. 80% miejsc, zapewniając armii silną dominację w polityce – podkreśla pan Jacek. – Prezydentem został wówczas bliski współpracownik przywódcy junty. Zmieniono nazwę państwa na Republikę Związku Mjanma. 8 listopada 2015 r. odbyły się w Birmie wybory parlamentarne, dając zwycięstwo Narodowej Lidze na Rzecz Demokracji. Jednakże zgodnie z konstytucją armia ma gwarantowane 25% miejsc w parlamencie. Jest to więc kraj w dobie przemian – dodaje.

Wylądowali w porcie lotniczym Rangun.

– Lot był krótki – 1,5 h. Niespodzianka – nie przyleciały z nami bagaże Majkiego. Ustalono, że na skutek błędu w pakowaniu torby Majkiego były już w drodze do Sajgonu w Wietnamie. Spektakl polegający na wytłumaczeniu obsłudze lotniska jak wyglądał bagaż, jego dokładne opisanie, tak by umożliwić identyfikację trwał 2 godziny. Zostaliśmy solennie zapewnieni, że odzyskamy bagaż, należało więc cierpliwie czekać. I zwiedzać. Podążyliśmy więc w głąb Yangon (dawniej Rangun). Po perypetiach indyjsko-bangladejskich z zadowoleniem odnotowaliśmy, że nikt tutaj nas nie nagabuje, próbując wcisnąć swój towar – nie było natarczywych zaczepek, których mieliśmy już serdecznie dość w poprzednich miejscach – opowiada Jacek Słowak.

Bagaże udało się odzyskać dopiero w trzecim dniu zwiedzania Yangon.

Schludnie i tanio

Miasto pozytywnie ich zaskoczyło.

– Tętni życiem, jest tłoczno, głośno i panuje wrażenie ogólnego rozgardiaszu, cechy tak charakterystycznej dla azjatyckich metropolii. Jednak na pierwszy rzut oka widać, że pomimo atmosfery pośpiechu i nieuporządkowanej gonitwy w mieście jest dość schludnie w porównaniu z tym, co widzieliśmy poprzednio – opowiada Jacek Słowak. – Nie musieliśmy przeskakiwać pomiędzy górami śmieci – ulice są utrzymane w czystości, dwupasmowa asfaltowa szosa przedzielona pasem zieleni. Ładne samochody sunące powoli w korkach. To pierwsze, powierzchowne wrażenie. Pożytkując czas w oczekiwaniu na bagaże zaobserwowaliśmy, że i tutaj wyłaniają się kontrasty: wśród dobrej klasy hoteli, banków, siedzib międzynarodowych linii lotniczych – prymitywne sklepiki z desek, dalej – sczerniała od monsunowych deszczy, zaniedbana hinduistyczna świątynia Sri Kali. Na przeciwko niej rozległy bazar w sąsiedztwie gromady podupadających domów mieszkalnych. Obok reprezentacyjnych gmachów z czasów, gdy Birma była jeszcze brytyjską kolonią i nowoczesnego wielopiętrowego Szpitala Centralnego – na chodnikach, niekiedy rozłożone na płachtach wprost na ziemi suszone ryby, słodycze, owoce, różne drobne przekąski. Uliczne jadłodajnie pod zadaszeniami z płótna albo z plastikowej folii – gdzie można zjeść za bardzo niską cenę posiłek przy małym plastikowym stoliczku, siedząc na małym plastikowym krzesełku – dodaje.

Niepowtarzalne smaki Birmy

Birma, odkąd opuścili Gruzję, była pierwszym państwem, gdzie na półkach sklepowych zobaczyli alkohol.

– Przejeżdżając prze Iran, Azerbejdżan, Indie i Bangladesz, niemożliwością było nabycie choćby słabego piwa. Potrawy kuchni birmańskiej cieszą oko i podniebienie. Przede wszystkim paleta dań jest bardzo bogata, bardzo różnorodna – podkreśla pan Jacek. – Jada się tam bardzo dużo ryżu, drugim powszechnie spożywanym składnikiem potraw są sosy rybne. Ryż bywa tam gotowany, pieczony, smażony, podawany na sucho albo zmielony. Z ryżowej mąki przyrządza się różnej grubości makarony. Przysmakiem Birmańczyków jest smażony ryż – ugotowany na sypko ryż podsmażany jest z zielonym groszkiem, marchewką, cebulą i jajkiem. Często można spotkać wzbogacone wersje tej potrawy – np. z dodatkiem smażonego mięsa, czy też przyprawione pastami chili. Wyśmienitym posiłkiem jest makaron ryżowy smażony z warzywami i mięsem – dodaje.

– W Birmie można zjeść w zasadzie każdy rodzaj mięsa – od znanych nam: drobiowego, wieprzowego, wołowiny, po egzotyczne i kontrowersyjne w naszym kręgu kulturowym, np. mięso szczura, czy węża – dodaje. – Przekonaliśmy się, że Birmańczycy są miłośnikami sałatek wszelakich – trudno się dziwić, bo tamtejsze kompozycje warzywno-owocowe są naprawdę przepyszne – jak np. orzeźwiająca sałatka z dojrzałych pomidorów, delikatnego avocado, cebuli polana sosem z oliwy i limonki, posypana pokruszonymi orzeszkami ziemnymi. Bardzo smakowała nam także sałatka z makaron, suszonych krewetek oraz poszatkowanej kapusty i marchewki przyprawiona obficie sosem z oleju arachidowego, soku z limonki i sosu rybnego. Często do sałatek podawano imbir, kefir lub laphet, czyli kiszone listki herbaty. Birmańczycy kochają owoce i warzywa, dlatego ich kuchnia jest tak różnorodna.

– Ciekawostką jest popularność jaką w Biermie cieszą się…truskawki. W centralnej części kraju uprawia się je na plantacjach. Oprócz tego można tam cieszyć się smakiem owoców tropikalnych, jak: papaja, lichi, mangostan, durian, rambutany. Jeśli chodzi o desery – to w tej materii Birma oferuje nam dość oryginalne zestawienie smaków: obok ciasteczek nadziewanych kokosem, rodzynkami czy bananami można spróbować słodkości z nadzieniem rybnym lub krewetkowym. Ich degustacja wymaga nieco kulinarnej odwagi – podkreśla.  – Sztandarowym napojem jest sok z trzciny cukrowej w trzech wersjach: klasyczna-bez dodatków, treściwa mieszanka soku z trzciny, ryżu i wiórek kokosowych oraz wersja dla odważnych – sok trzcinowy z jogurtem. Potrawy w przeważającej mierze serwowane są na ulicznych straganach, w prowizorycznych budkach, gdzie nikt nie przejmuje się zbytnio normami sanitarnymi – aby skosztować autentycznej birmańskiej kuchni unikając hotelowych barów, gdzie brak już takiej różnorodności, należy przełamać początkowe obawy o ryzyko zatrucia pokarmowego. Warto odważyć się i spróbować, a bardzo dobrym środkiem zapobiegającym ewentualnym problemom żołądkowym jest mała szklaneczka birmańskiej whisky po obiedzie. Każdego, kto odwiedza Birmę polecam gorąco zakosztować jej smaków, bo są niepowtarzalne.

Zwiedzili pałace i buddyjskie świątynie

Ekipa miała okazję zobaczyć pagodę Shwedagon, to wysoka na 100 m stupa, okryta złotem.

– W wieczornej aurze wraz z otaczającymi ją pięknymi figurami Buddy, posągami tajemniczych postaci oraz wieloma mniejszymi stupami Shwedagon prezentuje się cudownie. Jest to jedno z trzech najświętszych dla Birmańczyków miejsc. Ilość zgromadzonego w tym miejscu złota sięga ponoć 9 ton! Zwiedziliśmy także fantazyjnie zdobioną pagodę Sule, jedną z najstarszych na świecie – leży ona w centrum Yangon, tuż przy ruchliwym skrzyżowaniu, nad którym przebiega kładka prowadząca do pagody. Spośród wielu buddyjskich świątyń wybraliśmy Chauk Htat Gyi Pagoda, gdzie znajduje się olbrzymi posąg leżącego buddy. Figura rzeczywiście imponuje rozmiarem, ma 72 metry, a świątynia, w której leży Budda bardziej przypomina hangar lub ogromny magazyn. Zawitaliśmy również do pagody Maha Wizaya – i znów zachwycaliśmy się jej pięknem i harmonią. Są takie miejsca w Yangon, które jakby żywcem wyjęto z księgi „Baśni Tysiąca i Jednej Nocy” – część z nich już wymieniłem, a muszę powiedzieć jeszcze o Karaweik- bajecznym, kapiącym od złota pałacu położonym nad Jeziorem Kandawgyi. Cała budowla została osadzona na dwóch potężnych złotych łodziach-smokach, co sprawia wrażenie, jakoby pałac zaraz miał odpłynąć. W Muzeum Kamieni i Klejnotów oglądaliśmy piękne kolekcje rubinów, szafirów, pereł i jadeitów.

Z Yangon do Bagan pociągiem

Do Bagan postanowili jechać pociągiem. Dość tanie bilety udało się kupić Majkiemu.

– Tej jazdy nie zapomnę do końca życia. Przypomnijmy sobie warunki, jakie panowały w PKP w okolicy lat 60 XX w.  Nie sądziłem, że kiedykolwiek zatęsknię za tamtym PRL-owskim luksusem. W pociągu – to już chyba azjatycki standard – kury, gęsi, kaczki. One na podłodze, my na ławkach zbitych z desek. Przy każdym łączeniu szyn podskakiwaliśmy chyba pół metra w górę, by przyrżnąć w sufit. Kaczki, kury i gęsi też podskakiwały. Stresowały się. Po kilku godzinach tych atrakcji ławka w końcu się pode mną złamała, a Majki zrozpaczony rozpakował karimatę i położył się na niej, chowając się pod siedzeniem – żeby droga lotu w górę była krótsza i nie tłuc tak ciągle głowy. Tak więc leżał i obijał się. I tak przez 14 godzin! Gdy dotarliśmy do Bagan nie mogliśmy przypomnieć sobie jak się chodzi…

The post Z Jackiem Słowakiem przez świat appeared first on Skarżyski.eu.

link do oryginalnego artykułu

icon OSOBY Z NASZEGO REGIONU